2011-09-18 22:29:33 This side of Nowhere
Umiem się do Ciebie przytulić. Umiem Ciebie kochać. Umiem oddychać i umiem mdleć z braku tlenu. Bo tlenu brak.
Zastała mnie najbardziej nieoczekiwana impreza w moim życiu. Najbogatsza była i pozbawiona zarazem dużych ilości alkoholu w moim organizmie.
Jestem ja. Ja stanowię całość. Jestem sobą. Czuję, że to dwie różne osoby. Moje pragnienia i plany, rozwiązane wiążą się na nowo. Dualizm doświadczeń, egzaltacja uczuć ponad miarę. I okropne poczucie wtłaczania w siebie myśli nowych, choć są stare. Niezbywalne w swojej ciężkości.
Dawno temu zwątpiłem w swoje szczęście. Branie do siebie tych wszystkich spraw, co cieszą ludzi, przestało być moją domeną. Wszystko wydaje mi się być sztuczne i przekłamane. Czyż nie o tym jest ten blog?
A może to ja jestem sztuczną osobą. Zakładającą maskę szczerości w zrozpaczeniu.
Cały świat w nim milczy.  

Written by Callan
skomentuj (0)
2011-09-04 02:06:45 These days
Tyle wrażeń, myśli. I nierozwiązanych spraw. Organizm mój na skraju wytrzymałości. Psychika na skraju rozsypki. Wezmę Afobam i przejdzie. Czy już nie ma nikogo?
I tylko ja. Już za Tobą oraz za sobą nie tęsknię.
Moje myśli są w Łodzi. Zupełnie nie przejazdem.

Written by Callan
skomentuj (0)
2011-05-25 22:29:21 Bród i jakość
Chodnik połyskiwał. W kamienicy naprzeciwko zapalił się taras. Na ulicy stała kolejka. Ludzie wpatrywali się w okazję zakupu. „Rzucili telewizory” mówili. Sprzedawca ubrany w obojętną minę wydawał kolejne wyciągniętym ku niemu łapczywym dłoniom przybierając przy tym ironiczny wyraz twarzy. Nie wystarczy dla wszystkich – tyle wiedzieli – a na pewno nie dla tych, co stoją trzysta metrów dalej. Nieustannie nasuwało się porównanie między filmem, a rzeczywistością. Między snem i jawą. Oraz ideałem i człowiekiem napotkanym. Pewna kobieta, ubrana w drogą suknię przewróciła się na chodniku łamiąc sobie obcas. Bród i jakość, pomyślałem. Sprzedawca uśmiechał się nadal jakby nie chcąc być świadkiem tego zdarzenia. Za chwilę na ulicę wjedzie ekipa sprzątająca. Jej krew wyparowała z rozgrzanego chodnika.

Pokolenie przejściowe, pokolenie zmian wiedziało w jaki sposób stawiać na zaradność. Nie myśląc zbytnio o wartości niczego, co kiedyś wydawało się ważne oddawało swoich członków w szpony konsumpcjonizmu. Lata nauki oraz wyrzeczeń, dla jednych niknące gdzieś za mgłą, dla innych stawały solą w oku. Bo trwały. Żyję w czasach, gdzie każdy chce być kimś – jeżeli jest nikim to nikt się z nim nie liczy. Ludzi przejściowych spotykało się wszędzie, jeździli autobusami, spotykali się na piwie, żyli życiem jakie przystało im zastać. Dobre określenie to trwali. Trwali na straży swego rzekomego dobrobytu. Wszędzie, gdzie przychodzili szła za nimi niepewność dnia następnego oraz tego, czy aby na pewno mogą sobie pozwolić dzisiaj na wydanie pieniędzy.

Trwali w każdym możliwym miejscu, zaznaczali swoją obecność ubraniami, odwróconym wzrokiem i obojętnością. Trudno jest się oprzeć wrażeniu, że w tym kraju wszystko co się ruszało miało do czynienia z głodem. Wszystko tworzyło się wzajemnie i trwało, by później znowu, przy kolejnej straconej szansie uzyskania pożywienia przemienić się i trwać na nowo. Ci, których napotkałem pielęgnowali w sobie niezaprzeczalnie nabytą przez lata cechę – separację. Był taki okres, kiedy chodząc po mieście celowo spotykałem „ludzi marginesu”, a przynajmniej tych, którzy zostali wtórnie tak przez innych ochrzczeni. Pamiętam człowieka, który wchodząc do restauracji lub bistro kradł stamtąd sztućce. Zapytałem dlaczego to robi, nie potrafił odpowiedzieć. Nie potrafił przytoczyć nawet najprostszej sentencji, wszystko co wyrażały jego oczy było dla niego wystarczające, podczas gdy z jego ust wydobywał się jedynie bełkot. Jeden jedyny raz wypowiedział krótkie zdanie: „oni to wszystko pierdolą”.

Widywałem go codziennie, aż do pewnego dnia. Podejrzewam, że umarł, nie wytrzymał zimy. Nie wnikam tutaj bynajmniej w jego życiorys. Być może był alkoholikiem, zdanym na łaskę i niełaskę nałogu. Możliwym jest również, że ćpał, że w ten sposób przegrał swoje życie. Wzrastało we mnie jednak poczucie, że ten ustrój nie szanuje starych ludzi, ludzi błędów i wypaczeń. Wydawało się, że śmierć takich ludzi jest dla państwa sposobem oszczędzania. Boży palec grożący gdzieś zza chmur, który nakazywał i zakazywał, wtłaczał wielu na taśmociąg. Boże oko natomiast przyglądało się dokładnie dokonaniom taśmociągu. To, w jaki sposób zostali uformowani i JACY z tej fabryki ludzie wyszli.

Separacja wkradała się nawet w najbliższe sercu większości ludzi stosunki społeczne. Na wielkich wiecach partyjnych, szczególnie przed wyborami, mówiono o polityce miłości, o wzajemnym szacunku oraz o jedności – tej ludzkiej, mając na myśli oczywiście jedną słuszną, partyjną. Nawet krajobrazy stały się z czasem partyjną własnością. Poruszamy się mijając z jednej strony pragnienia, z drugiej obowiązki – jesteśmy więc pomiędzy. To, co boli to przeciwieństwa związane z separacją. Narzekamy na wieczny brak czasu. A to wszystko efekt rzeczy i technologii, które miały nasz wolny czas wydłużyć.

Kobieta podniosła głowę. Z trudem wstała z chodnika. Przebiegła obok mnie, przyciskając do swojej drogiej sukienki resztki rozsypanego telewizora. „Może się na coś przydać” wysapała. „Na pewno” odparłem, nieco ironicznie. Przystanęła nagle wystawiając w moją stronę środkowy palec. Coś powiedziała, nie pamiętam co. To zdanie było na tyle niepotrzebne, że wykreśliłem je z pamięci. Najważniejsze, żeby słyszeć jego szum.

Written by Callan
skomentuj (0)
Myspace Profile
Layout by me.

Sinusoida zdarzeń czyli the best of callan:

1|2|3|4|5|6|7|8
9|10|11|12|13
14|15|16|17|18
19|20|21|22|

2011
wrzesień
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
2008
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec

Świat
Mój Fetysz
Piotrek
Artur
Alutka
Arric
Ayllia
Tańcząca z wilkami