Umiem się do Ciebie przytulić. Umiem
Ciebie kochać. Umiem oddychać i umiem mdleć z braku tlenu. Bo
tlenu brak.
Zastała mnie najbardziej nieoczekiwana
impreza w moim życiu. Najbogatsza była i pozbawiona zarazem dużych
ilości alkoholu w moim organizmie.
Jestem ja. Ja stanowię całość.
Jestem sobą. Czuję, że to dwie różne osoby. Moje pragnienia i
plany, rozwiązane wiążą się na nowo. Dualizm doświadczeń,
egzaltacja uczuć ponad miarę. I okropne poczucie wtłaczania w
siebie myśli nowych, choć są stare. Niezbywalne w swojej
ciężkości.
Dawno temu zwątpiłem w swoje
szczęście. Branie do siebie tych wszystkich spraw, co cieszą
ludzi, przestało być moją domeną. Wszystko wydaje mi się być
sztuczne i przekłamane. Czyż nie o tym jest ten blog?
A może to ja jestem sztuczną osobą.
Zakładającą maskę szczerości w zrozpaczeniu.
Cały świat w nim milczy.
Written by Callan skomentuj (0)
2011-09-04 02:06:45 These days
Tyle wrażeń, myśli. I nierozwiązanych spraw. Organizm mój na skraju wytrzymałości. Psychika na skraju rozsypki. Wezmę Afobam i przejdzie. Czy już nie ma nikogo?
Chodnik połyskiwał. W kamienicy naprzeciwko zapalił się taras. Na ulicy stała kolejka. Ludzie wpatrywali się w okazję zakupu. „Rzucili telewizory” mówili. Sprzedawca ubrany w obojętną minę wydawał kolejne wyciągniętym ku niemu łapczywym dłoniom przybierając przy tym ironiczny wyraz twarzy. Nie wystarczy dla wszystkich – tyle wiedzieli – a na pewno nie dla tych, co stoją trzysta metrów dalej. Nieustannie nasuwało się porównanie między filmem, a rzeczywistością. Między snem i jawą. Oraz ideałem i człowiekiem napotkanym. Pewna kobieta, ubrana w drogą suknię przewróciła się na chodniku łamiąc sobie obcas. Bród i jakość, pomyślałem. Sprzedawca uśmiechał się nadal jakby nie chcąc być świadkiem tego zdarzenia. Za chwilę na ulicę wjedzie ekipa sprzątająca. Jej krew wyparowała z rozgrzanego chodnika.
Pokolenie przejściowe, pokolenie zmian wiedziało w jaki sposób stawiać na zaradność. Nie myśląc zbytnio o wartości niczego, co kiedyś wydawało się ważne oddawało swoich członków w szpony konsumpcjonizmu. Lata nauki oraz wyrzeczeń, dla jednych niknące gdzieś za mgłą, dla innych stawały solą w oku. Bo trwały. Żyję w czasach, gdzie każdy chce być kimś – jeżeli jest nikim to nikt się z nim nie liczy. Ludzi przejściowych spotykało się wszędzie, jeździli autobusami, spotykali się na piwie, żyli życiem jakie przystało im zastać. Dobre określenie to trwali. Trwali na straży swego rzekomego dobrobytu. Wszędzie, gdzie przychodzili szła za nimi niepewność dnia następnego oraz tego, czy aby na pewno mogą sobie pozwolić dzisiaj na wydanie pieniędzy.
Trwali w każdym możliwym miejscu, zaznaczali swoją obecność ubraniami, odwróconym wzrokiem i obojętnością. Trudno jest się oprzeć wrażeniu, że w tym kraju wszystko co się ruszało miało do czynienia z głodem. Wszystko tworzyło się wzajemnie i trwało, by później znowu, przy kolejnej straconej szansie uzyskania pożywienia przemienić się i trwać na nowo. Ci, których napotkałem pielęgnowali w sobie niezaprzeczalnie nabytą przez lata cechę – separację. Był taki okres, kiedy chodząc po mieście celowo spotykałem „ludzi marginesu”, a przynajmniej tych, którzy zostali wtórnie tak przez innych ochrzczeni. Pamiętam człowieka, który wchodząc do restauracji lub bistro kradł stamtąd sztućce. Zapytałem dlaczego to robi, nie potrafił odpowiedzieć. Nie potrafił przytoczyć nawet najprostszej sentencji, wszystko co wyrażały jego oczy było dla niego wystarczające, podczas gdy z jego ust wydobywał się jedynie bełkot. Jeden jedyny raz wypowiedział krótkie zdanie: „oni to wszystko pierdolą”.
Widywałem go codziennie, aż do pewnego dnia. Podejrzewam, że umarł, nie wytrzymał zimy. Nie wnikam tutaj bynajmniej w jego życiorys. Być może był alkoholikiem, zdanym na łaskę i niełaskę nałogu. Możliwym jest również, że ćpał, że w ten sposób przegrał swoje życie. Wzrastało we mnie jednak poczucie, że ten ustrój nie szanuje starych ludzi, ludzi błędów i wypaczeń. Wydawało się, że śmierć takich ludzi jest dla państwa sposobem oszczędzania. Boży palec grożący gdzieś zza chmur, który nakazywał i zakazywał, wtłaczał wielu na taśmociąg. Boże oko natomiast przyglądało się dokładnie dokonaniom taśmociągu. To, w jaki sposób zostali uformowani i JACY z tej fabryki ludzie wyszli.
Separacja wkradała się nawet w najbliższe sercu większości ludzi stosunki społeczne. Na wielkich wiecach partyjnych, szczególnie przed wyborami, mówiono o polityce miłości, o wzajemnym szacunku oraz o jedności – tej ludzkiej, mając na myśli oczywiście jedną słuszną, partyjną. Nawet krajobrazy stały się z czasem partyjną własnością. Poruszamy się mijając z jednej strony pragnienia, z drugiej obowiązki – jesteśmy więc pomiędzy. To, co boli to przeciwieństwa związane z separacją. Narzekamy na wieczny brak czasu. A to wszystko efekt rzeczy i technologii, które miały nasz wolny czas wydłużyć.
Kobieta podniosła głowę. Z trudem wstała z chodnika. Przebiegła obok mnie, przyciskając do swojej drogiej sukienki resztki rozsypanego telewizora. „Może się na coś przydać” wysapała. „Na pewno” odparłem, nieco ironicznie. Przystanęła nagle wystawiając w moją stronę środkowy palec. Coś powiedziała, nie pamiętam co. To zdanie było na tyle niepotrzebne, że wykreśliłem je z pamięci. Najważniejsze, żeby słyszeć jego szum.